Ta dziewczyna pozostawała dla niego tajemnicą. I z każdym

Charles, który również wysiadł, przypatrywał się Tammy z takim niepokojem, jakby mogła Marka czymś zarazić.
Mark ledwo zwrócił na niego uwagę. - Podaj kolację tylko dla panny Dexter, ja zjem u siebie - rzucił. - I opiekuj się nią.
Wyjął z jej rąk przechylającą się tacę.
I znowu uśmiechnęła się tak promiennie, że Markowi odjęło mowę.
- Nie boję się! Potrafię się zachować wśród takich jak ty, nie myśl sobie.
- Całkiem możliwe. Widziałem twoją siostrę tylko raz, na jej ślubie i chociaż wyglądała po królewsku, zrobiła na mnie wrażenie osoby słabej i uległej, którą łatwo kierować.
Mark puścił ją i cofnął się.
Mark już wiedział, czym ją przekona. Pieniędzmi. Z pewnością liczyła się z każdym groszem, więc nie po¬gardzi okrągłą sumką. Jej siostra wyszła za mąż dla pie¬niędzy, ich matka uwielbiała luksusy - to musiało być u nich rodzinne. Oczywiście, nie mógł zaproponować pie¬niędzy teraz, kiedy kipiała złością, bo cisnęłaby mu je w twarz. Poczeka, pokaże jej dziecko, uświadomi, ile ko¬sztuje odpowiednie wychowanie i staranne wykształcenie, a wtedy sama dojdzie do wniosku, że nie stać jej na za¬trzymanie siostrzeńca w Australii.

- Często chodzę boso - oznajmił z godnością Mark.
- I tak go poznałem - kontynuował Mały Książę. - Był sam w środku oceanu piasku I spał przy jakimś dużym
Huffa. Okazuje się, że ten gość nie istnieje. To postać wymyślona przez Becka. Sayre opadła na oparcie pobliskiego fotela. - Nie wiem, po co wykombinował sobie taki skomplikowany układ i chyba nie chcę wiedzieć - ciągnął Rudy. - Niemniej, moim ostatnim oficjalnym obowiązkiem wobec Huffa było dostarczenie mu tej informacji dziś rano. - O mój Boże! - W obozie rybackim Huff nie pokazał po sobie, że już wie. Ale w każdej chwili mógł otworzyć kopertę, którą mu zostawiłem, i przeczytać zawartą w niej wiadomość. Kiedy to zrobi, nie wiem, jak zareaguje. - Jasne, że nie wiesz, ty stary tchórzliwy draniu! Sayre zerwała się na równe nogi. Odepchnęła go na bok i pobiegła do drzwi. Opony jej wypożyczonego kabrioletu zadymiły na gorącym asfalcie, gdy wypadła na autostradę. Trzymała wciśnięty klakson, na wypadek gdyby inny kierowca odważył się zajechać jej drogę. Pędziła w kierunku swojego starego domu, myśląc, że tam najprawdopodobniej udał się Chris po opuszczeniu obozu. Nie próbowała się nawet zastanawiać nad konsekwencjami usłyszanej przed chwilą informacji i nad przyczynami tego sprytnie ukutego oszustwa. W tej chwili chciała przede wszystkim ostrzec Becka, zanim Huff dowie się o wszystkim. Docisnęła pedał przyspieszenia. Zbyt szybko skręciła w boczną drogę i prawie obróciło ją w miejscu, gdy koła zabuksowały na żwirze. Niemal rozjechała stadko myszołowów, które pożywiały się padliną oposa na drodze. Zagryzła zęby, przecinając tory kolejowe z prędkością stu dziesięciu kilometrów na godzinę. Wydawało się jej, że jedzie zbyt długo. Kiedy wreszcie znalazła się przed domem, jęknęła, nie widząc żadnego samochodu na parkingu przed wejściem. Zatrzymała wóz tak gwałtownie, że poczuła smród przypalonych opon. Wybiegła z samochodu, nie fatygując się wyłączeniem silnika ani zamknięciem drzwi. Pędząc po schodach na ganek, potknęła się i upadła, boleśnie obcierając dłonie. Zataczając się, pokonała ostatnie kilka stopni i wbiegła na ocieniony ganek. Opatrzone moskitierą drzwi były odblokowane, a wewnętrzna para otwarta na oścież. Wpadła przez nie i natknęła się na Selmę, która właśnie schodziła z góry, niosąc pod pachą koszyk pełen prania. - Widziałaś Becka? Gdzie jest Huff? - zawołała Sayre. - Huffa ostatnio widziałam, gdy wybierał się do obozu rybackiego. A Becka nie widziałam w ogóle. Co się stało? - Sądzisz, że są w fabryce? - Ja... - Zadzwoń do Becka, na komórkę - krzyknęła Sayre przez ramię, ruszając biegiem ku wyjściu. - Powiedz mu, że Huff wie wszystko o Charlesie Nielsonie. Zrozumiałaś, Selma? Huff wie wszystko o Charlesie Nielsonie. - Zrozumiałam, ale... - Powiedz mu, Selmo! Kilka sekund później Sayre pędziła już jak szalona w stronę uśpionych kominów fabryki. Beck zignorował dzwonek telefonu. Schodził właśnie na halę fabryczną. Pozbieranie wszystkich kawałków układanki do kupy zajęło mu zaledwie kilka chwil. Nagle wszystko stało się przeraźliwie jasne. Szczere zapewnienia Chrisa, że nie zabił brata były najprawdziwszą prawdą. To nie on załadował strzelbę, włożył lufę w usta Danny'ego i pociągnął za spust. Nie oznaczało to jednak, że był niewinny. Kiedy dotarł do podajnika, zobaczył Chrisa, który pochylał się nad pracującą maszyną, przyglądając się pracy pasa klinowego. Tuż za jego plecami stał George Robson. Żaden z nich
Zjadł śniadanie, stojąc w oknie, by móc odprowadzić wzrokiem Tammy. Szła w stronę najbliższego zagajnika sprężystym krokiem i nawet się nie obejrzała. Na ramieniu niosła piłę łańcuchową.
- Witam cię łaskawie, mój ambasadorze - powiedział Król królewskim tonem.- Wszak podczas ostatniej audiencji

Lubiła się z nim przekomarzać. W ogóle coraz bardziej odpowiadało

-Tak - Mały Książe skinął głową. Pochylił się ku Róży i zamknął oczy.
- Jak to? Co ci się stało?
I nagle Mark zrozumiał, czym naprawdę jest miłość.

- No to będzie musiał pan jechać tak do Europy.

Jodie poczuła niepokój. Miała świadomość, że zapuściła się na głębokie i niebezpieczne wody, pomiędzy groźne, choć niewidoczne prądy, które w każdej chwili mogły ją wciągnąć w lodowate odmęty. Czuła instynktownie, że zarówno Louise, jak i ta kobieta należą do tego samego gatunku i to wystarczyło, by bolesne przeżycia znów stanęły jej przed oczami.
skupienia, oszołomiona, przez moment nie mogła sobie
- Ale mają jakieś towarzystwo?

posiadał.

kawiarnię.
wprawdzie oddzielnie, ale na tyle blisko, by w razie potrzeby służyć
Imogen wychyliła się do przodu.