Kobieta wahała się, ale tylko przez chwilę.

Swoje życie rodzinne Wade'owie dzielili między
Sięgnęła po wózek, który trzymał w ręku Nikos, ale on
Odłożył słuchawkę i popadł w ponure zamyślenie.
wyszła na imprezę, a Christopher i Lizzie spędzili z
niego i już po kilku godzinach miał prawnika u
- Zaraz się tym zajmę, Lizzie. Nie bój się, kochanie.
Markiem Nowakiem - prezesem
i zaufania do
nie ufała wtedy nikomu, a cóż dopiero obcej osobie.
Lereena wyciągnęła z fałdy sukienki sztylet, podrzuciła go na dłoni, odwróciła się i wyciągnęła go do mnie. Wzięłam i nieomal nie upuściłam – sztylet był bardzo miękki. Wyrzeźbiony z jakiejś słoniowej kości, bo był lżejszy niż drewniany. Rękojeść - nie wypolerowana, a gładka i jedwabista sama w sobie - tak miękko leżała na dłoni, że wydawało się, że jest przedłużeniem ręki. Samo ostrze przypominało półprzezroczyste pióro - cienkie, ze głównym trzonem i odchodzącymi od niego żyłkami. Popatrzyłam przez “pióro” na świat, który stał się przez to blado - różowy, a żyłki uzyskały piękny purpurowy kolor jak żyły. Widziałam już kiedyś coś takiego, pokazywali mi kielich z takiego tworzywa, napełniali go wodą i demonstrowali, jak zmienia kolor przy odrobinie jadu.
- Nie może lecieć samolotem, ponieważ jego choroba
wybija mu dziurę w czole. Z jękiem obrócił się na bok
słyszysz?
- Może dlatego, że tu jest znacznie chłodniej niż na

-Ja też.

- To nie jest zabawne - stwierdziła, patrząc na niego
oczach błysnęła podejrzliwość.
przyrośnięta do ziemi.

- Tak mi przykro, Irino. Bardzo cię kocham, wiesz?

zdawała sobie sprawę, że musiał nadrobić zaległości w pracy. To też
właśnie zmienił się w huragan. Duży. Zmierzał w ich kierunku.
ramię. Wiatr smagał tkaniną, a ją obezwładniała jego bliskość.

- Lecisz o piętnastej piętnaście - powiedziała Susan.

mu egzemplarz książki. – Jaką chcesz dedykację?
– Myślałem, że najlepiej pozbyć się ciała – wtrącił Luke. – Jeśli brakuje
-A twoi rodzice, twoja rodzina?